Telefon Linia Polecamy Reklama
Do góry Gołąb

Tutaj jesteś: Strona główna | Hodowcy

Hodowcy

Spalony gołębnik mistrza ? przypadek?

"W życiu tak naprawdę liczy się pasja, czas i serce jakie jej poświęcamy. Wzruszenie, radość, duma - to otrzymujemy robiąc to co kochamy? - motto Kolegi Michała Trójczaka.

W roku 2011 głośnym echem wśród hodowców gołębi pocztowych i nie tylko odbiła się sprawa podpalenia gołębnika należącego do Kolegów Trójczaka i Skoniecznego z Okręgu PZHGP Warszawa. Zniszczeniu uległ wówczas nie tylko gołębnik, ale i będące w nim gołąbki. Dla właścicieli było to więc przeżycie niezwykle traumatyczne. Zapewne wielu z nas po takim zdarzeniu zrezygnowałoby z prowadzenia hodowli i byłoby to w pełni uzasadnione. W tym konkretnym przypadku stało się jednak inaczej.

Odbudowa hodowli po wielkim nieszczęściu

Po podpaleniu całej hodowli odbudowa gołębnika już w nowym miejscu stała się faktem, z tą różnicą, że obecnie hodowlę prowadzi sam Michał Trójczak. Co jest przy tym niezwykle istotne, już w bardzo krótkim okresie czasu w hodowli pojawiły się znaczące sukcesy z tytułem Mistrza Okręgu Warszawa w kategorii ?A? z wynikiem, który dał hodowcy 17. miejsce w skali kraju. Ten sukces miał miejsce w roku 2014, a więc zaledwie 2 lata po spaleniu się gołębnika. Taki wynik musiał być efektem nie tylko materiału hodowlanego, ale i ciężkiej pracy samego hodowcy. O tym jak poradził sobie po tragedii i jak doszedł do takiego wyniku, o własnej historii hodowli gołębi pocztowych i tradycjach hodowlanych w rodzinie opowie poniżej własnymi słowami sam hodowca, czyli Kolega Michał Trójczak z Oddziału PZHGP Mińsk Mazowiecki.

?Gołębie pocztowe to moja pasja życiowa, której poświęcam każdą wolną chwilę. Od dziecka są nierozłącznym elementem mojego życia. Mój dziadek Stanisław Firosz dziś 89-letni senior jeszcze przed II wojną światową hodował gołębie pocztowe, jak opowiada nawet w czasach okupacji udało mu się zawsze mieć w posiadaniu ukryte kilka par gołębi pocztowych. Do dziś uwielbiam słuchać tych opowieści, bo to niesamowity kawałek historii naszej rodziny i więzi z gołębiem pocztowym.

W roku 1957 Stanisław Firosz był jednym z założycieli Oddziału PZHGP Janów Lubelski, wieloletnim działaczem jak i czołowym hodowcą tego oddziału. Mój ojciec Andrzej Trójczak ( Stanisław Firosz to jego teść) swoją przygodę z gołębiami pocztowymi rozpoczął w wieku 7 lat (w 1962r). Wtedy to jego mama, a moja babcia znalazła na polu rannego gołębia, którego przyniosła do domu i dała pod opiekę mojemu ojcu. Od tej samiczki rozpoczęła się przygoda kolejnego hodowcy, która trwa do dziś.

Mój ojciec jest wieloletnim działaczem, ale przede wszystkim czołowym hodowcą Oddziału PZHGP Janów Lubelski oraz Okręgu PZHGP Lublin. Dla mnie przede wszystkim jest tym, który przez wiele lat mojego dzieciństwa był autorytetem i nauczycielem naszego wspaniałego hobby. Dzięki niemu zobaczyłem wiele czołowych hodowli i poznałem bardzo dobrych hodowców w Polsce w latach 80-tych i 90-tych.

Hodowla

Moja hodowla składa się z 20 par rozpłodowych oraz w zależności od sezonu około 80-90 gołębi dorosłych do lotu. Na potrzeby własne i stabilnego utrzymania hodowli na wysokim poziomie sportowym wychowuję około 120 młodych w każdym sezonie.

Uważam, że o sile każdej hodowli świadczy nie gołębnik lotowy, a siła i jakość gołębnika rozpłodowego. Mam tu na myśli bardzo skrupulatną analizę każdego gołębia, który zostaje sprowadzony do hodowli. Każdy gołąb w gołębniku zarodowym swoje miejsce zawdzięcza zarówno, a może przede wszystkim zdrowotności jak i wartości genetycznej.

W tym miejscu nie mogę pominąć zasługi kolegi Grześka, który ,,sprowadził mnie na ziemię? i szybko uświadomił, iż chcąc myśleć o wybitnych wynikach nie możemy tracić czasu, pieniędzy, energii, a przede wszystkim miejsca na gołębniku na tzw. przeciętny materiał.

Z takich gołębi będą tylko przeciętne wyniki. Nie ukrywam, że przed zapoznaniem się z Grześkiem uważałem, że ciężką pracą można osiągnąć szczyty przy obróbce średniej klasy gołębi. NIC BARDZIEJ MYLNEGO!

Metoda lotowania

Lotuję metodą totalnego wdowieństwa i na dziś nie wyobrażam sobie innego lotowania. Uważam, iż lotowanie przed laty nie jest porównywalne do latania, a raczej grania gołębiami w dzisiejszych czasach. Mam tu na myśli fakt, iż czas trwania konkursu, wyniki osiągane przez nasze gołębie oraz przygotowanie gołębi do zawodów zdecydowanie uległy poprawie. Sztuką jest wyhodowanie gołębia z predyspozycjami do wygrywania lotów w poszczególnych kategoriach i umiejętne przeprowadzenie go przez sezon. Niech on zdobędzie pięć konkursów, ale czołowych, a nie kilkanaście konkursów odległych na listach konkursowych.

Na zakończenie wypowiedzi poprosiłem Michała o zdanie na temat ostatniego katastrofalnego lotu jaki miał miejsce w naszym Rejonie Lotowym, gdzie konkurs trwał do następnego dnia, a straty w gołębiach są bardzo duże. Dodam, że Michał pełnił funkcję Prezesa Okręgu ds. lotowych, a więc tematyka wypuszczania gołębi nie jest mu obca. Jakie więc zdanie ma na ten temat?

?Wyrażenie zgody na start gołębi jest zawsze związane z dużym ryzykiem. Taka decyzja wymaga więc wielkiej odpowiedzialności. W obecnych warunkach klimatycznych nabiera to jeszcze większego znaczenia, albowiem coraz częściej zdarzają się anomalie pogodowe, o których nie mamy żadnej wiedzy, a mają one istotny wpływ na przebieg lotu. Myślę, że w tym konkretnym przypadku głównymi czynnikami, które spowodowały tak znaczne straty były fronty atmosferyczne, gdzie na zachodzie kraju były temperatury w okolicach 15 stopni, a u nas ponad 30 stopni. Musiała być więc strefa, gdzie te fronty się ścierały i właśnie to moim zdaniem było przyczyną takiego, a nie innego lotu. Zaznaczam, że jest to moja subiektywna ocena?.

Cały artykuł w 7. numerze miesięcznika ?Złoty Gołąb?

Autor: Wiesław Soszka

Wróć do przeglądania wszystkich hodowców

>